Już dawno chciałam napisać coś o tej niezwykłej książce, którą wypatrzyłam na półce w bibliotece i przyniosłam do domu, gdzie stała się ważną pozycją trzech kolejnych wieczorów. Podczas czytania intrygowała mnie i zniesmaczała. Bez wątpienia jednak okazała się na tyle ciekawa, a wręcz niepokojąca, że chociaż od czasu, gdy zamknęłam ją, minęło już kilka miesięcy, wciąż mam ją w głowie. 
Z radością informujemy, że zbliża się premiera naszego najnowszego singla, zatytułowanego „Ostatnia Noc". Został on już wykorzystany jako soundtrack filmu „Świńki" Roberta Glińskiego.
Oficjalnie zaplanowaliśmy premierę na 10-tego maja, lecz oczywiście już zachęcamy do nieskrępowanego odsłuchiwania go na naszej stronie
Premiera utworu jest związana z wydaniem przez FARBĘ jubileuszowej płyty zatytułowanej „10", wieńczącej 10 lat istnienia zespołu i rozpoczynającej jednocześnie nowy etap. Grupa z nowym klawiszowcem na pokładzie intensywnie pracuje w studio, a efekty tej pracy powinny ujrzeć światło dzienne pod koniec tego roku.

Jednocześnie pragniemy poinformować, że zespół FARBA weźmie udział w finale VI Międzynarodowego Festiwalu Piosenki Carpathia Festival 2010. Jako jeden z finalistów wykona nowy utwór zatytułowany
„Ile jeszcze", który będzie walczył o nagrodę Grand Prix. Jest to prestiżowa impreza, której rangę potwierdzają co roku setki zgłoszeń zespołów i wykonawców oraz znamienite jury.
Festiwalowej kompozycji FARBY można wysłuchać tu:
Trwa głosowanie o Nagrodę Publiczności Carpathia Festival 2010.
Aby zagłosować na naszą piosenkę trzeba wysłać SMSa o treści paulobettini.pl 2 na numer 72601.
Koszt sms 2,44 zł z VAT.

Środa, 14 kwietnia (12:38)
Na później zostawmy dyskusje, czy Lech Kaczyński był najlepszym prezydentem III RP. Poza dyskusją jest, że był pierwszym, który sprawował ten urząd w sposób godny. Nie musiał kręcić ani niszczyć archiwalnych dokumentów, by ukryć cokolwiek ze swej przeszłości, nie cwaniaczył i nie chwiał się na nogach.
Wielkim grzechem jego politycznych przeciwników pozostaje to, że nie mogąc mu tych cnót odebrać, starali się je wyszydzić i zdeprecjonować jako cechy anachroniczne.

Prywatnie, choć z tej strony miałem niewiele okazji go poznać, był człowiekiem fantastycznej, przedwojennej kindersztuby. Krążyły o tym liczne anegdoty - krążyły już dawno, a więc na pewno nie zostały zmyślone na użytek żałoby.
Pamiętam na przykład opowieść o tym, jak, jeszcze jako prezydent Warszawy, wychodząc z pracy cofnął się już z samochodu i wrócił na piętro, gdy uświadomił sobie, że zapomniał powiedzieć "do widzenia" jednej ze swoich urzędniczek.
Nie miał w sobie za grosz tej miłości własnej i "ciągu na szkło", które cechują większość polityków. Żartowałem sobie - bodaj nawet gdzieś w druku - że jest człowiekiem zbyt uczciwym na ten urząd. Polityka premiuje gangsterów, a w każdym razie ludzi bezwzględnych. Lech Kaczyński nawet, jeśli bywał przez chwilę przykry (co się zdarzało, zwłaszcza gdy uznał, że ktoś niewłaściwie zachował się wobec brata), to szybko przepraszał.
Wobec ludzi bywał wręcz naiwny, co, niestety, przyniosło wiele szkody i Jemu, i państwu - kto inny na takim typku, jak na przykład pewien były prokurator, poznałby się od razu i pogonił w diabły... Lech Kaczyński niestety nie umiał po prostu "spuszczać" ludzi, których znał od dawna i poczuwał się wobec nich do lojalności.
Dlaczego mimo to podjął się tak niewdzięcznej roboty? Wielu ludzi mówi, że dla brata. Myślę, że gdyby nie szło o Polskę, gdyby nie poczucie obowiązku wobec Niej, nawet brat by go nie namówił.
Odnosiłem wrażenie (nie ja jeden, jak wiem z rozmów z kolegami), że prezydentura go męczy, że znacznie lepiej niż na świeczniku czułby się jako "numer 2" - tego, który wykonuje prawdziwą pracę, tak jak w "Solidarności", gdzie, jako wiceprzewodniczący, praktycznie kierował wszystkim, gdy przewodniczący tylko "rzucał myśli". Dlaczego mimo to podjął się tak niewdzięcznej roboty? Wielu ludzi mówi, że dla brata. Myślę, że gdyby nie szło o Polskę, gdyby nie poczucie obowiązku wobec Niej, nawet brat by go nie namówił.
Uparcie wraca do mnie fragment książki Michała Karnowskiego i Piotra Zaremby "O dwóch takich", gdzie Lech Kaczyński opowiada o swojej pierwszej sprawie, jaką prowadził w biurze interwencyjnym KOR. Wysłano go wtedy do jakiejś zapadłej wsi, gdzie miejscowy chłop szukał pomocy przeciwko gnębiącej go władzy. Nie był to żaden polityczny działacz, żaden opozycjonista, po prostu zwykły, niewykształcony chłop, którego część gospodarstwa akurat się spodobała sitwie jakichś miejscowych kacyków. I, zgodnie z komunistycznym prawem, które dawało władzy taką możliwość, odebrano mu ten kawał ziemi z paragrafu o jej "niewłaściwym wykorzystaniu".
Chłop, choć perswadowano mu, żeby nie podskakiwał, nie chciał się z tym pogodzić, pisał odwołania, zażalenia, aż w końcu dotarł ze swą sprawą do KOR-u, który przysłał dla zbadania sprawy na miejscu młodego prawnika, Lecha Kaczyńskiego. Kiedy miejscowi cwaniacy zobaczyli, że wokół sprawy robi się smród, że przyjeżdża jakiś facet z Warszawy, robi się polityczna sprawa, o której zaraz zacznie mówić "Wolna Europa", na wszelki wypadek tego chłopa zabili. Miejscowy prokurator umorzył sprawę, stwierdzając, że facet wpadł do studni wypadkiem, ziemię wziął, kto miał wziąć, może wybudował na niej wyciąg, może jakiś inny interes.
Gdzie dziś są ci partyjnie cwaniacy, ten prokurator, urzędnicy, których rękami bezprawia dokonano? Jeśli jeszcze żyją, to na pewno żyją w dostatku. Co ważniejsze, takie sprawy zdarzają się przecież nadal.
Wystarczy porozmawiać z każdym dziennikarzem śledczym, a sypnie przykładami, w których nic nie można zrobić, nic pomóc, bo prokurator orzekł, sąd klepnął, a bywa, że i pokrzywdzeni czy świadkowie poginęli w nieszczęśliwych wypadkach, jeśli nie mieli dość rozumu, żeby w porę odwołać zeznania.
Odniosłem wrażenie, że jego zachowanie jest bardzo szczere, że śmierć pielgrzymów albo górników naprawdę bardzo go obchodziła i uważał za oczywiste, iż tak samo musieli nią być wstrząśnięci wszyscy, że ogłoszenie kilkudniowej żałoby jest w takiej sytuacji czymś bezdyskusyjnym
Uważam, że ta pierwsza, nieudana sprawa, którą rozpoczął swą działalność publiczną Lech Kaczyński, w jakiś sposób na nim ciążyła. Ciążyła mu świadomość, że po 20 latach zmian tak niewiele się w wolnej już Polsce zmieniło. Jeśli używał często wyszydzanego przez syty i zadowolony establishment III RP słowa "układ", to dlatego, że on, wieloletni działacz opozycji i "Solidarności", dobrze ten układ znał i wiedział, o czym mówi.
Krytykowałem tu kiedyś ostro łatwość, z jaką prezydent szafował żałobą narodową. Spotkaliśmy się potem - mimo upływu czasu najechał na mnie za ten tekst mocno, był nim do żywego oburzony. Odniosłem wrażenie, że jego zachowanie jest bardzo szczere, że śmierć pielgrzymów albo górników naprawdę bardzo go obchodziła i uważał za oczywiste, iż tak samo musieli nią być wstrząśnięci wszyscy, że ogłoszenie kilkudniowej żałoby jest w takiej sytuacji czymś bezdyskusyjnym.
Wiem, że w moich w ustach nie najlepiej to brzmi, ale Lech Kaczyński, choć właśnie on akurat nie deklamował o miłości i wrażliwości społecznej ani nie udawał trybuna ludowego, był głęboko przejęty losem prostych ludzi, owych "osób starszych, gorzej wykształconych i z mniejszych ośrodków", nad którymi taką bezgraniczną wyższość czują polskie "elity", tym bardziej, im więcej mają słomy w butach.
I tym także - poza tym, że był mężem stanu, a nie tylko politykiem, i że urząd prezydenta RP potrafił sprawować w sposób godny - w szczególny sposób zasłużył na oddawane mu dziś przez tak wielu Polaków hołdy.
Rafał A. Ziemkiewicz


Wszystkiego najlepszego z okazji Świąt Bożego Narodzenia, wiele miłości, radości, mnóstwa łakoci na świątecznym stole oraz spełnienia marzeń! A na Nowy Rok życzę samych dobrych książek, których lektura pochłonie nas aż do białego dnia!
Kiedy w kadrze filmu zobaczyłam MJ, w pierwszej chwili umiałam myśleć tylko o tym, co pisała prasa po jego śmierci. Potem to odczucie zupełnie się zmieniło.

poniedziałek, 6 września 2010
Licznik odwiedzin: 23 500
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Kiedy zakłdałam tego bloga pisałam nową powieść. W tym samym czasie PO zakrzepła w apogeum swojej polityki miłości a ulicami Europy przetaczały się demonstracje poparcia dla organizacj humanitarnej Ha...
więcej...Kiedy zakłdałam tego bloga pisałam nową powieść. W tym samym czasie PO zakrzepła w apogeum swojej polityki miłości a ulicami Europy przetaczały się demonstracje poparcia dla organizacj humanitarnej Hamas.
schowaj...
Jestem pisarką, tekściarką, rzeźbiarką oraz malarką. Pomagam też z przyjaciółką najlepszemu polskiemu bursztyniarzowi.
Uwielbiam słuchać dobrej muzyki, kontemplować bardzo dobrą sztukę, prozę i poezję.