Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS

NIKT NIE WIDZIAŁ, NIKT NIE SŁYSZAŁ

niedziela, 04 lipca 2010 15:19
         Z radością donoszę, że moja powieść "Nikt nie widział, nikt nie słyszał", o której pisaniu wspominałam tu wielokrotnie posługując się roboczym tytułem "Słoneczna strona ulicy" niedługo trafi w Wasze ręce!

         Razem z panią Heleną Klimek zakończyłyśmy już redakcję powieści. W obecnej chwili trwają prace nad okładką i mam nadzieję, że pod koniec wakacji książka będzie już w księgarniach. Oczywiście na bieżąco będę Was informować o działaniach promocyjnych i zachęcać do czytania.


Podziel się:

komentarze (0) | dodaj komentarz

NOCNE ROZMOWY

niedziela, 04 lipca 2010 15:14
 Już dawno chciałam napisać coś o tej niezwykłej książce, którą wypatrzyłam na półce w bibliotece i przyniosłam do domu, gdzie stała się ważną pozycją trzech kolejnych wieczorów. Podczas czytania intrygowała mnie i zniesmaczała. Bez wątpienia jednak okazała się na tyle ciekawa, a wręcz niepokojąca, że chociaż od czasu, gdy zamknęłam ją, minęło już kilka miesięcy, wciąż mam ją w głowie.
Historia z pozoru banalna, rozgrywa się w środowisku gejów, które autor opisuje bez lukru, za co jestem mu wdzięczna.

Podstarzały pisarz traci kochanka i wypala się na polu zawodowym. Wieczorami w radio prowadzi audycje, które cieszą się ogromną popularnością. Kiedy któregoś dnia w jego ręce trafia maszynopis młodego, wykorzystywanego seksualnie chłopca - bohater powieści "Nocny słuchacz" Armistead'a Maupina - nie ma bladego pojęcia, że biorąc go do ręki, zmieni całe swoje życie. I, że nie koniecznie ta zmiana będzie dobra.

Czytając tę powieść, nie mogłam opędzić się od nieznośnej myśli, że skądś znam opisane w niej zdarzenia. Oczywiście w trakcie czytania przypomniałam sobie sceny z filmu o tym samym tytule, w którym główną rolę zagrał Robin Williams, a który oglądałam wiele lat temu.

Nie to jednak poruszyło mnie najbardziej.

Drodzy czytelnicy, historia opisana w tej książce jest niezwykle podobna do zdarzeń, które miały miejsce w moim życiu!
Ci czytelnicy, którzy śledzą mój bloog od początku, po przeczytaniu "Nocnego słuchacza" powinni wiedzieć, co mam na myśli.
Tych, którzy nie wiedzą, a czują się zaciekawieni, odsyłam do książki Maupina.
Być może Armisteadowi zdarzyła się podobna historia - jak inaczej opisałby tak świetnie kobietę, która... No właśnie:-) Nie chcę zdradzać przebiegu akcji książki.
Gorąco ją polecam i żywię nadzieję, że moja historia doczeka się wyjaśnienia bardziej konkretnego niż ta w "Nocnym słuchaczu".


Podziel się:

komentarze (2) | dodaj komentarz

ZESPÓŁ FARBA NA CARPATHIA FESTIVAL 2010!

wtorek, 27 kwietnia 2010 16:52


Z radością informujemy, że zbliża się premiera naszego najnowszego singla, zatytułowanego „Ostatnia Noc". Został on już wykorzystany jako soundtrack filmu „Świńki" Roberta Glińskiego.

Oficjalnie zaplanowaliśmy premierę na 10-tego maja, lecz oczywiście już zachęcamy do nieskrępowanego odsłuchiwania go na naszej stronie

www.zespolfarba.com 

Premiera utworu jest związana z wydaniem przez FARBĘ jubileuszowej płyty zatytułowanej „10", wieńczącej 10 lat istnienia zespołu i rozpoczynającej jednocześnie nowy etap. Grupa z nowym klawiszowcem na pokładzie intensywnie pracuje w studio, a efekty tej pracy powinny ujrzeć światło dzienne pod koniec tego roku.

 


Jednocześnie pragniemy poinformować, że zespół FARBA weźmie udział w finale VI Międzynarodowego Festiwalu Piosenki Carpathia Festival 2010. Jako jeden z finalistów wykona nowy utwór zatytułowany

„Ile jeszcze", który będzie walczył o nagrodę Grand Prix. Jest to prestiżowa impreza, której rangę potwierdzają co roku setki zgłoszeń zespołów i wykonawców oraz znamienite jury.

Festiwalowej kompozycji FARBY można wysłuchać tu:

 http://www.carpathia.rzeszow.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=231%3Afinalici-carpathia-festival-2010&catid=61%3Acarpathia-2010&lang=pl

 

 

Trwa głosowanie o Nagrodę Publiczności Carpathia Festival 2010.

Aby zagłosować na naszą piosenkę trzeba wysłać SMSa o treści paulobettini.pl 2 na numer 72601.

Koszt sms 2,44 zł z VAT.

 

 



Podziel się:

komentarze (0) | dodaj komentarz

PREZYDENT, KTÓRY NIE MIAŁ LUK W PAMIĘCI

piątek, 16 kwietnia 2010 13:41



Środa, 14 kwietnia (12:38)

Na później zostawmy dyskusje, czy Lech Kaczyński był najlepszym prezydentem III RP. Poza dyskusją jest, że był pierwszym, który sprawował ten urząd w sposób godny. Nie musiał kręcić ani niszczyć archiwalnych dokumentów, by ukryć cokolwiek ze swej przeszłości, nie cwaniaczył i nie chwiał się na nogach.


Wielkim grzechem jego politycznych przeciwników pozostaje to, że nie mogąc mu tych cnót odebrać, starali się je wyszydzić i zdeprecjonować jako cechy anachroniczne.



Prywatnie, choć z tej strony miałem niewiele okazji go poznać, był człowiekiem fantastycznej, przedwojennej kindersztuby. Krążyły o tym liczne anegdoty - krążyły już dawno, a więc na pewno nie zostały zmyślone na użytek żałoby.


Pamiętam na przykład opowieść o tym, jak, jeszcze jako prezydent Warszawy, wychodząc z pracy cofnął się już z samochodu i wrócił na piętro, gdy uświadomił sobie, że zapomniał powiedzieć "do widzenia" jednej ze swoich urzędniczek.


Nie miał w sobie za grosz tej miłości własnej i "ciągu na szkło", które cechują większość polityków. Żartowałem sobie - bodaj nawet gdzieś w druku - że jest człowiekiem zbyt uczciwym na ten urząd. Polityka premiuje gangsterów, a w każdym razie ludzi bezwzględnych. Lech Kaczyński nawet, jeśli bywał przez chwilę przykry (co się zdarzało, zwłaszcza gdy uznał, że ktoś niewłaściwie zachował się wobec brata), to szybko przepraszał.


Wobec ludzi bywał wręcz naiwny, co, niestety, przyniosło wiele szkody i Jemu, i państwu - kto inny na takim typku, jak na przykład pewien były prokurator, poznałby się od razu i pogonił w diabły... Lech Kaczyński niestety nie umiał po prostu "spuszczać" ludzi, których znał od dawna i poczuwał się wobec nich do lojalności.


 
Dlaczego mimo to podjął się tak niewdzięcznej roboty? Wielu ludzi mówi, że dla brata. Myślę, że gdyby nie szło o Polskę, gdyby nie poczucie obowiązku wobec Niej, nawet brat by go nie namówił.


Odnosiłem wrażenie (nie ja jeden, jak wiem z rozmów z kolegami), że prezydentura go męczy, że znacznie lepiej niż na świeczniku czułby się jako "numer 2" - tego, który wykonuje prawdziwą pracę, tak jak w "Solidarności", gdzie, jako wiceprzewodniczący, praktycznie kierował wszystkim, gdy przewodniczący tylko "rzucał myśli". Dlaczego mimo to podjął się tak niewdzięcznej roboty? Wielu ludzi mówi, że dla brata. Myślę, że gdyby nie szło o Polskę, gdyby nie poczucie obowiązku wobec Niej, nawet brat by go nie namówił.


Uparcie wraca do mnie fragment książki Michała Karnowskiego i Piotra Zaremby "O dwóch takich", gdzie Lech Kaczyński opowiada o swojej pierwszej sprawie, jaką prowadził w biurze interwencyjnym KOR. Wysłano go wtedy do jakiejś zapadłej wsi, gdzie miejscowy chłop szukał pomocy przeciwko gnębiącej go władzy. Nie był to żaden polityczny działacz, żaden opozycjonista, po prostu zwykły, niewykształcony chłop, którego część gospodarstwa akurat się spodobała sitwie jakichś miejscowych kacyków. I, zgodnie z komunistycznym prawem, które dawało władzy taką możliwość, odebrano mu ten kawał ziemi z paragrafu o jej "niewłaściwym wykorzystaniu".


Chłop, choć perswadowano mu, żeby nie podskakiwał, nie chciał się z tym pogodzić, pisał odwołania, zażalenia, aż w końcu dotarł ze swą sprawą do KOR-u, który przysłał dla zbadania sprawy na miejscu młodego prawnika, Lecha Kaczyńskiego. Kiedy miejscowi cwaniacy zobaczyli, że wokół sprawy robi się smród, że przyjeżdża jakiś facet z Warszawy, robi się polityczna sprawa, o której zaraz zacznie mówić "Wolna Europa", na wszelki wypadek tego chłopa zabili. Miejscowy prokurator umorzył sprawę, stwierdzając, że facet wpadł do studni wypadkiem, ziemię wziął, kto miał wziąć, może wybudował na niej wyciąg, może jakiś inny interes.


Gdzie dziś są ci partyjnie cwaniacy, ten prokurator, urzędnicy, których rękami bezprawia dokonano? Jeśli jeszcze żyją, to na pewno żyją w dostatku. Co ważniejsze, takie sprawy zdarzają się przecież nadal.


Wystarczy porozmawiać z każdym dziennikarzem śledczym, a sypnie przykładami, w których nic nie można zrobić, nic pomóc, bo prokurator orzekł, sąd klepnął, a bywa, że i pokrzywdzeni czy świadkowie poginęli w nieszczęśliwych wypadkach, jeśli nie mieli dość rozumu, żeby w porę odwołać zeznania.


Odniosłem wrażenie, że jego zachowanie jest bardzo szczere, że śmierć pielgrzymów albo górników naprawdę bardzo go obchodziła i uważał za oczywiste, iż tak samo musieli nią być wstrząśnięci wszyscy, że ogłoszenie kilkudniowej żałoby jest w takiej sytuacji czymś bezdyskusyjnym


Uważam, że ta pierwsza, nieudana sprawa, którą rozpoczął swą działalność publiczną Lech Kaczyński, w jakiś sposób na nim ciążyła. Ciążyła mu świadomość, że po 20 latach zmian tak niewiele się w wolnej już Polsce zmieniło. Jeśli używał często wyszydzanego przez syty i zadowolony establishment III RP słowa "układ", to dlatego, że on, wieloletni działacz opozycji i "Solidarności", dobrze ten układ znał i wiedział, o czym mówi.


Krytykowałem tu kiedyś ostro łatwość, z jaką prezydent szafował żałobą narodową. Spotkaliśmy się potem - mimo upływu czasu najechał na mnie za ten tekst mocno, był nim do żywego oburzony. Odniosłem wrażenie, że jego zachowanie jest bardzo szczere, że śmierć pielgrzymów albo górników naprawdę bardzo go obchodziła i uważał za oczywiste, iż tak samo musieli nią być wstrząśnięci wszyscy, że ogłoszenie kilkudniowej żałoby jest w takiej sytuacji czymś bezdyskusyjnym.


Wiem, że w moich w ustach nie najlepiej to brzmi, ale Lech Kaczyński, choć właśnie on akurat nie deklamował o miłości i wrażliwości społecznej ani nie udawał trybuna ludowego, był głęboko przejęty losem prostych ludzi, owych "osób starszych, gorzej wykształconych i z mniejszych ośrodków", nad którymi taką bezgraniczną wyższość czują polskie "elity", tym bardziej, im więcej mają słomy w butach.


I tym także - poza tym, że był mężem stanu, a nie tylko politykiem, i że urząd prezydenta RP potrafił sprawować w sposób godny - w szczególny sposób zasłużył na oddawane mu dziś przez tak wielu Polaków hołdy.

 

Rafał A. Ziemkiewicz

za www.interia.pl  



Podziel się:

komentarze (0) | dodaj komentarz

TRAGEDIA W SMOLEŃSKU

sobota, 10 kwietnia 2010 12:33
Następne dni na pewno będą wypełnione domysłami, dlaczego doszło do katastrofy, jak to się stało, że na pokładzie jednego samolotu (który nota bene nazywany był "latającą trumną") znaleźli się najważniejsi dla Polski ludzie, będą pytania, czy Smoleńsk jest naprawdę przeklętym miejscem i jakie wnioski powinniśmy wysnuć z tej tragedii my - polski naród.

Dla mnie dzień dzisiejszy jest dniem wielkiego żalu.

Strata, którą poniosła dzisiaj Polska jest ogromna i niepowetowana.



Podziel się:

komentarze (1) | dodaj komentarz

...Basistki...!

wtorek, 19 stycznia 2010 21:16
Do skierowania Waszej uwagi w te nieco egzotyczne rejony skłonił mnie mój mąż, pisząc ciekawy esej o historii kontrabasistek i basistek w muzyce rozrywkowej.
Jeśli sądzicie, że kontrabas i "płeć piękna" to egzotyczne połączenie - macie rację, ale nie do końca. Bywały i bywają kobiety, którym z kontrabasem naprawdę jest do twarzy!

Sam będąc basistą poznał temat do głębi, a jako, że tyczy się on nas, kobiet, postanowiłam go tu zalinkować i zaprosić wszystkich do lektury :-)

Oto link: http://topguitar.pl/artykuly/151#page




Podziel się:

komentarze (2) | dodaj komentarz

WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO !

czwartek, 24 grudnia 2009 12:48

 Wszystkiego najlepszego z okazji Świąt Bożego Narodzenia, wiele miłości, radości, mnóstwa łakoci na świątecznym stole oraz spełnienia marzeń! A na Nowy Rok życzę samych dobrych książek, których lektura pochłonie nas aż do białego dnia!




Podziel się:

komentarze (0) | dodaj komentarz

THIS IS IT

niedziela, 15 listopada 2009 11:53
 Kiedy w kadrze filmu zobaczyłam MJ, w pierwszej chwili umiałam myśleć tylko o tym, co pisała prasa po jego śmierci. Potem to odczucie zupełnie się zmieniło.
Film nie daje odpowiedzi na to, jaki Michael był naprawdę. Zmienia natomiast jego obraz. Ukazuje nam człowieka w pełni sił, który mówi niskim, spokojnym głosem, ma głowę pełną pomysłów i na pewno nie przypomina osoby nafaszerowanej środkami przeciwbólowymi, która musiałaby odwoływać koncerty, ponieważ nie dałaby rady ich zagrać.

Oglądając gigantyczne przedsięwzięcie, które nigdy nie zostało zrealizowane, widz uświadomiłam sobie kilka spraw.
Po pierwsze Michael był w świetnej formie, a myśl o koncertach wręcz uskrzydlała go. Cieszył się muzyką, która powstawała na nowo dzięki wybornym muzykom, których zaprosił i tak naprawdę nawet mając pięćdziesiąt lat nie potrzebował tak gigantycznej oprawy, żeby stworzyć naprawdę wielki show. Jego muzyka była wielka i to właśnie dzięki temu broniła się sama. Film jest również o tancerzach, którzy wskoczyli bez namysłu do samolotu, kiedy tylko usłyszeli o castingu. Tańczyć z Michaelem było ich największym marzeniem. Kiedy udawało im się pokonać rywali, płakali. Pytali : Co więcej można robić po tym, jak zatańczy się z Jacksonem?

„This is it" otwiera oczy na to, jaki chłam można usłyszeć w większości rozgłośni. W muzyce, która brzmiała na próbach koncertowych jest prawdziwa magia. Widzimy Michaela, który chce, by grała w niej również cisza, by dźwięk, który ma wybrzmieć wybrzmiewał bez strachu, że nagle utnie go jakiś chamski dżingiel...
Słyszymy Michaela, który pragnie, by każdy takt był idealny, żeby zaproszeni muzycy grali lepiej niż na jego płytach. Jedna ze scen ukazuje go samego na deskach sceny, śpiewającego bez żadnej oprawy choreograficznej. Nie można oderwać od niego oczu! Jest bezkonkurencyjną gwiazdą tego filmu i nie sądzę, by znalazł się na widowni ktoś, kto nie poczułby przejmującego żalu, że planowane koncerty nigdy się nie odbyły, a prawdziwy Król Popu umarł.
 



Warto zwrócić uwagę na młodą gitarzystkę, Orianthi, która gra z Michaelem podczas prób. To nie jest pierwsza w przypadku MJ panna, która wymiata na gitarze efektowne solówki. Orianthi jest bezkompleksową, piękną młodą kobietą, która obecnie grywa już z największymi muzykami, jest zapraszana na najwięsze koncerty i ma na swoim koncie płytę "Belive", w której łączy ostre gitarowe solówki z melodyjnym popem.
Wkrótce powinno być o niej głośno! A film baaardzo polecam ;-)


Podziel się:

komentarze (1) | dodaj komentarz

POD NOWYMI SKRZYDŁAMI

czwartek, 29 października 2009 8:02
Po kilku tygodniach oczekiwania, wyjaśniła się sprawa Wydawcy mojej nowej powieści!
"Słoneczna strona ulicy" ukaże się pod innym tutułem w wydawnictwie Świat Książki, w połowie 2010 r.

O szczegółach oczywiście będę informowała na bieżąco.


Z radosnymi pozdrowieniami z nad morza
Małgosia



Podziel się:

komentarze (0) | dodaj komentarz

Gdzie ten świat zmierza?

sobota, 24 października 2009 16:27


Od czasu, gdy w USA eutanazji poddano Terri Schiavo, staram się śledzić dalszy proces legalizowania tego procederu.
Dane, na które się natykam, są przerażające.
W Holandii, w 2001 r eutanazja weszła w życie jako prawo „kontroli przerwania życia na żądanie i pomoc w samobójstwie". Wedle oficjalnych danych, w 2005 roku odnotowano 1933 przypadki eutanazji, a już w 2007 roku 2120 przypadków!
Szacuje się, że 20 % przeprowadzanych eutanazji nie jest deklarowanych.
Niemieccy lekarze apelują na alarm, twierdząc, że wzrasta liczba starszych ludzi, którzy przyjeżdżają do ich kraju, z Holandii, na leczenie. Uciekają oni przed eutanazją. W Holandii prawo zezwala zadecydować lekarzowi o przerwaniu życia pacjenta bez zgody sądu. Opinia drugiego lekarza może być udzielona telefonicznie.


Nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego legalizacja czegoś, co powinno tyczyć się wyjątkowych przypadków, w których cierpienie i brak poprawy oraz prośba pacjenta byłyby wyznacznikami, stała się codziennością.

Jak to się w ogóle stało, że ludzie zaczęli się godzić na coś takiego?


Podziel się:

komentarze (0) | dodaj komentarz

 123  »

poniedziałek, 6 września 2010

Licznik odwiedzin:  23 500

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

O moim bloogu

Kiedy zakłdałam tego bloga pisałam nową powieść. W tym samym czasie PO zakrzepła w apogeum swojej polityki miłości a ulicami Europy przetaczały się demonstracje poparcia dla organizacj humanitarnej Ha...

więcej...

Kiedy zakłdałam tego bloga pisałam nową powieść. W tym samym czasie PO zakrzepła w apogeum swojej polityki miłości a ulicami Europy przetaczały się demonstracje poparcia dla organizacj humanitarnej Hamas.

schowaj...

O mnie

Jestem pisarką, tekściarką, rzeźbiarką oraz malarką. Pomagam też z przyjaciółką najlepszemu polskiemu bursztyniarzowi.
Uwielbiam słuchać dobrej muzyki, kontemplować bardzo dobrą sztukę, prozę i poezję.

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 04.09.2010 10:46:57
  • autor: ett
  • treść: Jestem na Cyprze, ty...